Mam koleżankę z pracy, która zawsze ma zrzędliwą minę. Prawie nie rozmawia z ludźmi i rzadko się uśmiecha. Czasami też bardzo otwarcie, bez skrępowania, wytykała ludziom błędy. Mimo to zawsze starałam się budować z nią dobrą relację, dzieląc się z nią jedzeniem prawie codziennie.
Dwie filiżanki kawy – jedna dla mnie i jedna dla niej.
Sześć kawałków pandesalu — po trzy dla każdego z nas.
Dwa opakowania ciastek.
Cztery plasterki szynki.
I tak dalej.
Ku mojemu zdziwieniu, w tym miesiącu ona zaczęła robić to samo.
Dwie pomarańcze.
Na śniadanie jedliśmy dwa jajka na twardo.
Czekoladki.
Ale najlepsze nie było jedzenie, tylko uśmiechy, którymi zaczęła mnie obdarowywać. Zaczęła też prawić komplementy, mówiąc: „Podoba mi się twoja koszula!”. Jej słowa stały się też łagodniejsze.
Okazuje się, że konsekwentna, bezinteresowna dobroć naprawdę jest wystarczająco silna, by roztopić nawet najbardziej zamarznięte serce. Małe kroki mogą zdziałać cuda na świecie. 💕